Ludzie listy piszą, a lekarze pamiętniki (opowieść 1)
"Jestem lekarzem, który w swoim życiu udzielił około stu tysięcy porad lekarskich. Dwanaście lat mej pracy oddałam Ubezpieczalniom Społecznym i chciałam teraz uświadomić sobie rezultaty tej pracy".
Tak zaczęła swój pamiętnik dr Sabina Skopińska, jedna z laureatek konkursu
na pamiętnik zorganizowanego w 1938 r. przez Zakład Ubezpieczalni Społecznej
dla lekarzy ubezpieczalni.
„Zadawałem sobie nieraz pytanie: czy wolność lekarska, jak każda inna,
kończy się tam, gdzie zaczyna się interes ogólny, czy sięga jeszcze dalej?" –
pisał inny laureat dr Jan Hozer.
I kontynuował:
„Sięga nawet znacznie dalej […]. Lekarz wyrokuje na podstawie swobodnej
oceny, sumienia, każdorazowego stanu nauki, instynktu, doświadczenia i dość
dużej dozy ryzyka".
Pokłosiem konkursu była książka pt. „Pamiętniki Lekarzy”, w której znalazło się dziesięć nagrodzonych prac. Książka niezwykła, bo będąca literackim dokumentem – świadectwem czasów i obrazem polskiego lekarza z lat 20. i 30. XX wieku.
Niezwykła także dlatego, że aby pamiętnik poruszał do głębi autentyzmem, wymaga przede wszystkim szczerości autora wobec siebie. A to bywa trudne, gdy pisany jest z myślą, że będą go czytać inni i poddawać konkursowej ocenie. A jednak bez obaw. Z każdej kartki „Pamiętnika” wyziera prawdziwe życie.
Skąd pomysł na konkurs?
Jego ideę tłumaczy wstęp do książki "Pamiętniki lekarzy":
„Przyjmując inicjatywę konkursu na pamiętnik lekarza ubezpieczeniowego,
Zakład Ubezpieczeń Społecznych kierował się przekonaniem, że spisanie przez
lekarzy swych przeżyć i spostrzeżeń będzie pewnego rodzaju „rachunkiem
sumienia” z własnych wysiłków i ze stosunku do swych obowiązków, że przyczyni
się do wzmocnienia poczucia misji społecznej wśród licznych zespołów
lekarskich, zatrudnionych w ubezpieczeniach społecznych, a przede wszystkim –
tą myślą, że opublikowanie pamiętników przyczyny się do lepszego zrozumienia
warunków pracy lekarskiej przez tych, którzy z ich pomocy korzystają i
trudności, jakie lekarze muszą zwalczać na każdym niemal kroku w wykonywaniu
swej ciężkiej i doniosłej pracy”.
Inicjatorem konkursu nie był jednak ZUS, lecz sam Melchior Wańkowicz,
pisarz i publicysta, wówczas znany już autor powieści reportażowej „Na
tropach Smętka”. On też był jednym z członków jury, które pracowało
pod przewodnictwem gen. dr. Stanisława Roupperta, lekarza i działacza
sportowego, członka Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.
Konkurs okazał się strzałem w dziesiątkę. W przedmowie do „Pamiętników” Wańkowicz
pisał:
„Inicjując konkurs, nie byłem pewny, czy nie zrobi on fiaska jak większość
konkursów. Tymczasem prace nadesłane, to istna erupcja myśli, faktów i
spostrzeżeń. Wśród pięćdziesięciu prac ani jednej nie było bez wartości i jury
konkursowe było w prawdziwym kłopocie, które prace zakwalifikować do pierwszej
dziesiątki. Ten plon – świadczy o tym, że lekarze czują potrzebę mówienia o
swojej pracy”.
Czytając „Pamiętniki Lekarzy”, nie można mieć co do tego wątpliwości. Nie
sposób też nie zgodzić się z Wańkowiczem, iż:
„Zdrowie ludzkie w Polsce, oglądane ich oczami całkiem z bliska,
daje obraz przerażający”.
Każdy z pamiętników jest bowiem niczym nóż, który wbity w trzewia, powoduje
jątrzącą się ranę, krwawienie i ból. Pisali lekarze o trudzie dnia codziennego,
biedzie, ułomnościach, niedostatkach, chorobach, absurdach, zmęczeniu ponad
siły.
Pisali też o sukcesach i radościach, czasem tak zaskakujących, jak u dr Z.
Karasiówny, gdy jako chora trafiła do szpitala, w którym mogła wreszcie
odpocząć, a nie zajmować się pacjentami:
„Jak dobrze, że istnieją choroby. Nie tylko dlatego, że lekarz z nich żyje.
Dlatego, że może też zachorować” – pisała w pamiętniku.
Choć lekarze wydrapywali piórem słowa-rany, kreśląc oblicze polskiej służby
zdrowia, w jakiej przyszło im pracować, to trudno doszukać się w ich
pamiętnikach malkontenctwa, czczego narzekania, czy roszczeniowego nastawienia.
Raczej są one obrazem zmagań, brania się za bary z rzeczywistością, której byli
częścią, która prowadziła do smutku, ale nigdy do jej odrzucenia, jako nie
swojej.
„Pamiętnik ten jest słabym odbłyskiem tej nieustannej, zaciekłej walki,
walki, w której cierpi nie tylko chory, ale i ten, kto idzie mu z pomocą. […]
Cóż poradzę, że tak mało radości jest w tym pamiętniku” – pisała dr Skopińska.
Pamiętnik jako psychoterapia?
Czytając „Pamiętniki”, można odnieść wrażenie, że ich pisanie było dla
lekarzy swego rodzaju psychoterapią, jakby plastrem na obolałe ze zmęczenia
ciała. A może też próbą podzielenia się z innymi oceanem cierpienia, w
jakim codziennie zanurzał się lekarz? Tak o tym pisał Wańkowicz:
„W tych pamiętnikach podnosi się aż do świadomości naszej, czytelników
wygodnych, czytelników dalekich – ocean cierpienia. W tym oceanie – niby mdłe
światełka migają dnie codzienne lekarza. Oto zbliżyły się ku nam na chwilę.
Prześlijmy im wiele dobrych myśli – wszystkie dobre myśli, na jakie nas stać.
Za całą niesprawiedliwość i głupotę ludzką. I za wszystkie niedomogi naszej
Ojczyzny, która przecież w statecznym swoim wyniku – jest dla człowieka”.
Prawda czasów zawarta w „Pamiętnikach” nie byłaby pełna, gdyby dostrzegać w
nich tylko ciemną stronę życia. Pojawia się też ta jaśniejsza – nadzieja i
docenianie tego, co jest. Pojawiają się też potrzeby i poczucie misji.
„Wiele zmieniło się na lepsze – pisał doktor T. Szamaty – Dzisiejszy lekarz
domowy Ubezpieczalni Społecznej […] ma możność walki ze złem, ma możność sam
dysponować czasem, ma możność dać się poznać ubezpieczonym, zamieszkałym na
małym stosunkowo terenie i komunikującym się między sobą i od jego zalet
charakteru i umysłu w znacznym stopniu zależy czy ta ograniczona terenem rejonu
ilość ubezpieczonych podda swój stosunek do instytucji pewnej rewizji, czy
przestanie narzekać i czy zacznie sercem za serce płacić. Trzeba na to i
współdziałania władz Ubezpieczalni, zapewnienia nam spokojnej pracy, wolnej od
bezkarnych wybuchów osobników aspołecznych, trzeba czasu – ale i naszych
wysiłków codziennych, pełnych zaparcia się, jeszcze więcej. Może oczyścimy
teren dla kolegów, którzy przyjdą kiedyś po nas, może czasem odnajdziemy
zagubioną w szarzyźnie obecnej pracy naszą wewnętrzną potrzebę”.
Czy potrzeba lekarzom z przyszłości więcej słów? Nie. A pamiętniki lekarzy,
których osobiście nie było nam dane poznać, niech będą jak listy, które piszą
ludzie do bliskich i które wiele o nich mówią. Czasem wszystko.
______________________
Fot. 1. Gabinet zabiegowy w poradni lekarskiej - II RP, Łódź. Źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi
Fot. 2. Okładka wydania z 1939 r. "Pamiętników lekarzy"
-------
Drogi Czytelniku, tą opowieścią o pamiętnikach lekarzy rozpoczynam prowadzenie bloga "ŚLADAMI ESKULAPA - czyli historia medycyny w opowieściach ujęta". Nie będą one lukrowane, nie będą też apoteozą zawodu lekarskiego, czy hymnem pochwalnym na cześć medycyny. Przede wszystkim chcę, aby były jak najbardziej prawdziwe. Czy to się uda? Zobaczymy. Serdecznie Cię pozdrawiam i zostań ze mną na dłużej, podążając śladami Eskulapa.



Komentarze
Prześlij komentarz